Podczas drogi lud stracił cierpliwość

Podczas drogi lud stracił cierpliwość


Komentarz do czytań ze Święta Podwyższenia Krzyża Świętego:

„W owych dniach podczas drogi lud stracił cierpliwość. I zaczęli mówić przeciw Bogu i Mojżeszowi: «Czemu wyprowadziliście nas z Egiptu, byśmy tu na pustyni pomarli? Nie ma chleba ani wody, a uprzykrzył się nam już ten pokarm mizerny». Zesłał więc Pan na lud węże o jadzie palącym, które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów zmarła. Przybyli więc ludzie do Mojżesza mówiąc: «Zgrzeszyliśmy, szemrząc przeciw Panu i przeciwko tobie. Wstaw się za nami do Pana, aby oddalił od nas węże». I wstawił się Mojżesz za ludem. Wtedy rzekł Pan do Mojżesza: «Sporządź węża i umieść go na wysokim palu; wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu». Sporządził więc Mojżesz węża miedzianego i umieścił go na wysokim palu. I rzeczywiście, jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego, zostawał przy życiu.” (Lb 21, 4b-9)

„Jezus powiedział do Nikodema: «Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił, Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony».” (J 3, 13-17)

Nikt nie powiedział, że wychodzenie z Egiptu będzie operacją szybką i gładką. Być może pierwsze wrażenie takie było: zostałem na dobre wyrwany z niewoli, w radości, niemal niesiony nad ziemią przez Wyzwoliciela opuściłem krainę przygnębienia. Lecz po czasie okazuje się, że do celu jeszcze długa droga. Droga do nieba została otwarta, ale ta coraz bardziej dająca się we znaki susza… Monotonia, rutyna… Potężne doświadczenie ocalenia oddaliło się już w czasie, a i samo wspomnienie słabnie. Teraz wciąż zmaganie: z sobą, z trudami codziennej drogi, ze współtowarzyszami drogi. I jeszcze ten pokarm mizerny: powtarzalna, nużąca, nudna… modlitwa, spowiedź, adoracja, Eucharystia, osiągnięta wiedza. Można stracić cierpliwość. Po co to wszystko? Po co trwać w takiej słabości? Jak długo jeszcze? Wtedy okazje do ustępstw na rzecz świata stają się bardziej atrakcyjne. Szybko można się na powrót zatracić. Od palącego jadu umiera się gwałtownie, bo nawrót grzechu uderza w fundament nadziei. Wydaje się, że pierwotna miłość zgasła, nadzieja prysła. Jednak nie muszę umierać. On poniósł za mnie śmierć. Bóg dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu (2 Kor 5, 21). On poniósł całą karę, za każdy grzech, nawet ten, który do mnie nawraca w drodze. Wyjście z Egiptu jest ostateczne. Wystarczy spojrzeć na wywyższony nad ziemię grzech, na Tego, który go na sobie samym poniósł na krzyż. On wciąż tam wisi, nic się nie zmieniło, wystarczy spojrzeć. Wierzyć w Niego – spojrzeć na wywyższonego węża, na pokonany grzech. Aby zostać przy życiu, aby mieć życie wieczne, aby nadal być przez Niego zbawionym.

Zgłoś post do moderacji